LIMANOWA. W przyszłym roku ma rozpocząć się remont drogi
krajowej, przebiegającej przez miasto - wynika ze
śro-dowych rozmów posła Wiesława Janczyka z dyrektorem
Lechem Witeckim w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych
i Autostrad w Warszawie.
Na spotkaniu obecny był również burmistrz Limanowej,
Marek Czeczótka. - W Warszawie zapadły deklaracje
remontów na kwotę do 20 mln zł na przyszły rok -
informuje poseł Janczyk. - Jeśli nie znajdzie się w
przyszłorocznym budżecie całości tej kwoty, to reszta
zostanie wykonana w 2011 r.
Do inwestycji GDDKiA - jak informuje burmistrz - na
przyszły rok została wpisana budowa ronda w Sowlinach, a
także remont ulic Piłsudskiego i Kościuszki.
- Prosiłem jeszcze o remont ulicy Jana Pawła II - mówi
Marek Czeczótka. - Dyrektor GDDKiA w Warszawie uważa, że
te remonty powinno się wykonać, bo obwodnica Limanowej
się odsunęła, a na głównych ulicach miasta przez lata
nic nie było robione. Teraz piłka jest po stronie GDDKiA
w Krakowie. Trzeba tam pukać i prosić, co mamy zamiar
robić w najbliższym czasie. Będziemy się starać, by
inwestycję chociaż w przyszłym roku rozpocząć.
Sprawę obwodnicy burmistrz skomentował krótko: - Będą
robione trzy koncepcje, ale wszystko idzie w kierunku
dużej obwodnicy. To jednak jest przyszłość i do tematu
można wrócić po 2012 roku. (TOP)
Źródło:
„Dziennik
Polski”,
4.12.2009 r.
Z byłym bankowcem, dziś posłem PiS, członkiem Sejmowej
Komisji Finansów Wiesławem Janczykiem, o limanowskiej
piramidzie rozmawia Sławomir Wrona.
Czyja to jest wina, że w Polsce ciągłe możliwe są
oszustwa finansowe na ogromną skalę, jak to z
Limanowej?
Niewątpliwie jest to wina nadzoru finansowego, jaki
działa w naszym kraju. Nie ma innego wytłumaczenia.
Można też powiedzieć, że panuje w Polsce przyzwolenie na
pewien poziom nieuczciwości w obszarze finansów.
Niedawno mieliśmy do czynienia z duża aferą dotyczącą
opcji. walutowych. Na czym polega to przyzwolenie? Otóż
rząd, w tym z przykrością muszę stwierdzić, również
Sejm, nie podjął żadnego działania ustawowego, które
mogłoby ratować sytuację. Myśmy przygotowali odpowiednią
ustawę, która jednak utknęła w zamrażarce u pana
marszałka i nigdy nie została uchwalona. W tej chwili
nadal pozostaje na etapie prac w komisji, choć można
było pomóc przedsiębiorcom, którzy w wielu przypadkach
zostali bardzo nieuczciwie potraktowani. A te przypadki,
chcę przypomnieć, liczy się w tysiącach przedsiębiorstw
a zatem setki tysięcy pracowników też na tym ucierpiało.
Firmy traciły płynność
i zaczynało brakować środków na wynagrodzenia, zapłatę
zobowiązań handlowych i tak dalej. W tym limanowskim
przypadku mamy do czynienia z zakupem przez osoby
indywidualne produktów finansowych, takich jak jednostki
uczestnictwa w funduszu kapitało-wym, który oferował
jakiś produkt, prawdopodobnie konkurencyjny i
atrakcyjny, ale nie zachowano się tutaj uczciwie i tym
sposobem wiele osób najprawdopodobniej utraciło
oszczędności swojego życia.
Pojawia się tu termin piramida finansowa. Jak wiemy, w
Polsce podejmowano działania, które miały wyeliminować
takie praktyki. Czemu okazały się nieskuteczne?
Piramidy to nie jest tylko, polski wynalazek. Przypomnę
głośną piramidę rosyjską,
w którą wciągnięto dwa miliony osób. Ta piramida
powstała w 1989 roku, wtedy
firma rozpoczęła
działalność i do 1994 roku przyjęła w przeliczeniu
półtora miliarda dolarów. Oferowano ludziom tysiąc
procent zysku w skali roku. Jak można się domyślić,
wszyscy stracili, a właściciel tej piramidy skończył w
więzieniu z czteroletnim wyrokiem. Przypomnę też
niedawną aferę Lawrenca Madoffa w Stanach Zjednoczonych,
który naraził Amerykanów na stratę około pięćdziesięciu
miliardów dolarów. Madoff działa przez wiele lat i teraz
został skazany na sto pięćdziesiąt lat wiezienia. Stany
Zjednoczone pokazały, że ich system prawny zapewnia
nieuchronność kary. Od momentu wykrycia tej afery, czyli
od grudnia 2008 roku do połowy tego roku proces się
zakończył i zapadł wyrok. U nas działanie prawa jest,
niestety, zbyt wolne i to przede wszystkim pozwala na
to, że wiele osób planuje" nieuczciwe działania - na
rynku finansowym. Liczą, po prostu na bezkarność.
Ten amerykański przykład
pokazuje jednak, że o ile oszustom nie udaje się
uniknąć kary, to jednak w żadnym systemie potencjalnym
inwestorom nie udaje się uniknąć straty oszczędności.
Tak musi być?
Muszę powiedzieć, że trudno mi do końca bronić klienta.
. W takich przypadkach mamy na ogół do czynienia z
transakcjami zawie-ranymi bardzo chaotycznie. Lubimy
gromadzić pieniądze, lubimy je zarabiać, potrafimy to
robić i często robimy to z dużymi wyrze-czeniami. Jednak
nie wszyscy maja w Polsce oszczędności. Tak naprawdę
więcej niż polowa Polaków nie posiada żadnych nad-wyżek
finansowych i nie ma tego problemu z lokowaniem. Jednak
w momencie kiedy już trafiamy do grupy osób, które mają
nad-płynność finansową, to nie przywiązujemy żadnej wagi
do tego, jak te pieniądze deponować. Czasami robimy to w
sposób całkowicie nieprzemyślany. Nie można po prostu
bronić osób, które idą, i w niepewnych okolicznościach,
bez pokwitowania, bez analizy statutu funduszu
powierniczego, analizy dokumentów, nawet polecenia
przelewu, bez tego wszystkiego decydują się powierzyć
komuś swoje środki. Niestety, często pani w kusej
spódniczce, z ładnymi nogami wzbudza więcej zaufania,
niż zmęczony urzędnik poważnej insty-tucji finansowej,
który pracuje tam na etacie i byłby w stanie bardziej
bezinteresownie przeprowadzić tę transakcję czy
doradzić.
Jak rozumiem, chce
Pan powiedzieć,
że poszkodowani sami są
sobie winni?
Niestety tak. Zachowując podstawowe rygory prowadzenia
tego typu transakcji, ludzie ci mogli z łatwością
sprawdzać, czy ich pie-niądze są inwestowane w taki
sposób, jak ustalono. O ile mi wiadomo, wszyscy
kupowali jednostki uczestnictwa w funduszu powier-niczym.
Funduszu, który funkcjonuje nie tylko w Polsce, ale w
wielu innych krajach. Bez trudu można wejść na strony
tego funduszu w intemecie, sprawdzić bieżącą wycenę
jednostek, sprawdzić swoje miejsce w całej tej
konstrukcji, upewnić się, ile jednostek jest na naszym
rachunku. Można też zażądać u pośrednika wydruku stanu
posiadania i sprawdzić, czy on jest na oryginalnym,
właściwym. dokumencie. Przepisy są takie, że firma
powinna nas regularnie, co najmniej raz w roku
informować o stanie naszego posiadania.
Co w ofercie, sposobie działania instytucji finansowych
powinno budzić naszą ostrożność?
Przede wszystkim, pewne gwarantowanie stopy zwrotu. To
właśnie miało miejsce w tej limanowskiej sytuacji, o
której mówimy.
W żadnej inwestycji na rynku kapitałowym, nikt poważny
nie gwarantuje stopy zwrotu powyżej inflacji, powyżej
oprocentowania bo-nów skarbowych. Każde zapotrzebowanie
inwestora na wyższą stopę zwrotu musi być związane z
ryzykiem, musi być związane
z sezonowością tak wysokiej stopy rentowności.
Druga sprawa warto zawsze sprawdzić przedstawiciela
jakiejś instytucji finansowej, czy jak w tym wypadku
funduszu, pytając w centrali, czy dana osobami ma
akredytację, ma odpowiednie pełnomocnictwa.
Pana zdaniem, doświadczenia, jak to limanowskie, będą
lekcją i taki numer już się nie uda?
W tym zakresie edukacja będzie otwarta na
nieskończoność. Zawsze będą się zdarzać ludzie, którzy
jak w bajce o Pinokiu wabić będą innych obiecując, że
jeśli zakopią monety w ziemi, to wyrośnie im więcej
nowych.
Źródło:
4.12.2009 r.
„Gazeta Krakowska".